niedziela, 21 sierpnia 2011

Karma, karma, karma...

No i jak nie mówić o karmie? Rozplanowałem sobie już dawno, co napisać w notce następnej. I jaki tego efekt? Coraz dłuższa lista, a tu albo brak czasu, albo zła wola apletów zaimplementowanych w stronę edytora blogowego. Może to też efekt mojego wrodzonego lenistwa...

Ale do rzeczy:
- Minęło nas kolejne wydarzenie astronomiczne, szumnie zapowiadane przez fejsbuka: Perseidy 2011! Hurra!
Tylko, że chmury zasłoniły najlepszą część przedstawienia... (przyrzekam, że widziałem jeden meteor!)
Tak samo sprawy miały się z całkowitym zaćmieniem Słońca i Księżyca. Aż chce się wcisnąć ogromny przyciska na niebie 'Nie lubię'
- Poprawiny po weselu na którym nie byłem - ciasta wyglądały tak smakowicie, ale stwierdziłem, że są całe z cukru... Zacząłem jeść jedno - i koniec, do połowy dotrwałem, a czekały jeszcze dwa kolejne ciasta zagarnięte na talerzyk...
- Wczorajsza impreza imieninowa (nie obchodzę imienin, ale do dziadka mogę pojechać); nic nie piłem, ale rano nie mogłem się pozbierać.
... to tyle z zaległych rzeczy bieżących.

Znalazłem sobie mieszkanie w Poznaniu! Jeszcze tylko sprawy logistyczne i jakieś tam formalności - przeżyjemy...

A tu ciekawy artykuł o zmianach przeszłych i obecnych języka polskiego.
Dla tych, co chcą się dowiedzieć co nieco o sposobach zapisu, sporach literatów i językoznawców oczywiście na polu języka polskiego. Zapraszam tutaj!


Pozdrowienia - Feliks C:

czwartek, 11 sierpnia 2011

Sny o krwi, igłach i innych morderstwach.

Pobrano mi krew. Pierwszy raz. Nawet nie bolało (no jednak troszeczkę). (wbrew pozorom jestem rozemocjonowany, ale chcę zachować 'sztywny' charakter bloga :))

Czas na czekoladę z orzechami (Fe, Mg, wit. B6 i B12) no i pokładam nadzieję w mojej erytropoetynie, aby uzupełnić te 8,5 ml krwi.

A jak to szło? Było przerażająco. Mam awersję do wkłuwania się w żyły (m.in. dlatego nie chciałbym być lekarzem, chociaż z drugiej strony chciałbym nim być). Pokój zabiegowy był obszerny, trochę większy od mojego pokoju, ale równie wysoki. Jak już usiadłem na miejscu i przekazałem informacje na temat jakie mają być moje badania, panie pielęgniarki schowały się w kącie z komputerem i wyszukiwały ceny za pobranie. Strzępki rozmów jakie do mnie doleciały ('A może to jest to?''Nie, zobacz, to jest za drogie') trochę mnie rozluźniły. Stanowczo zestresowały mnie dwie ampułki na krew - jedna to jo, ale dwie? Odwróciłem głowę i się zaczęło. Właściwie dużo nie bolało - a przynajmniej nie tak jak w moich fobicznych snach.
I koniec.
A potem 10 minut trzymania wacika i skok przez ulicę do domu, bo jednak trochę więcej kosztowało to badanie, niż miałem w portfelu.

(Portfel wziąłem, by wyglądać poważniej, niż tylko z wygniecionym banknotem wyjętym z dżinsów; a propos, mam przyczepiony do portfela cudowny breloczek 'Polish car of love' z Warszawy ;])

Właściwie to wsio. Tak sobie myślę, że nie potrafię pisać z humorem, czy groteską; po prostu chciałem to przelać :)


Uśmiechnięty i wiecznie zadowolony/zdesperowany Fel.

niedziela, 7 sierpnia 2011

Luźna kartka z niezapisanego do końca zeszytu

Po prostu czuję się samotny.


Dużo więcej nie napiszę. Znaki na internecie i głównie w nim wskazują, że jakoś stałem się cieniem we wszystkim co otaczam. A tak na prawdę, to pieprzyć metafory. Minie noc, czy cały dzień, wrócę do kondycji. Trzeba nauczyć się żyć ze sobą.

...

Oczekujemy na księżyc; być może natchnie mnie coś większego. Może ktoś się w końcu zdecyduje i powie, która ręka ma być na sercu.
Tiaa.. jestem konserwatystą w jakimś sensie. Jak to dziś ująłem, jestem idealistą, który próbuje się leczyć z ideałów. Wychodzi? Ideały są sarkastyczne.
No ale przyjmuję porażki (jak kto nie wie, czyt. fail) dość spokojnie. Mój telefon zawierał w sobie ponad 25 wpisów offline - chciałem je przelać tu. Niestety, wypadek losowy i przymusowa zmiana softu skutecznie to uniemożliwiły. Życie...

A tymczasem, Mokosz niech będzie blisko nas, przyniesie miłość między ducha.

Feliks