czwartek, 22 września 2011

O, właśnie, przecież muszę o tym napisać!

Wysyłając tobie szyfrowaną wiadomość:
"Lubię Cię, stanowczo nie w tak płytkim znaczeniu tego słowa, które zostało spaczone przez facebooka"
Podoba mi się twój uśmiech,
podoba mi się twój głos,
podobasz mi się Ty.
Piszę to w taki sposób, że szczerzę się w stronę mojej klawiatury (tak, nie potrafię pisać bezwzrokowo, a i tak popełniam błędy; noob ze mnie) i nie mogę się pozbyć Ciebie z mojej głowy. Czemu piszę to tu - jestem uzależniony od neta, a to przyjmuję jako niezobowiązujący sygnał do mojej świadomości.

***

Te ostatnie dni były stanowczo ciężkie, jednocześnie będąc zwykłymi. Telefony o 530 nad ranem stanowczo nie wróżą nic dobrego i tym razem miałem racje, nie wstając i nie podnosząc słuchawki.
Dzisiaj poczułem to coś i zrozumiałem, że będę pamiętał o Tobie zawsze. To nie jest efekt klęczenia i klepania formułek, których tak nie znoszę - to była rozmowa, no może monolog. Teraz to ja zaczynam nowy rozdział i jestem szczęśliwy.

No i kocham swoją rodzinę :D

---

Mam zapchany nos, kaszle fantomiczne - czyżby jesień się zbliżała? Jutro jakieś święto zapewne. Ktoś będzie świętował ze mną? Chyba się skończy na wycieczce do lasu i zmianie statusu na fejsie, której i tak nikt nie zauważy. Świecie - okrutnyś. Nikt nie mówi, że droga jest łatwa. Wręcz przeciwnie - wszyscy mówia, jak to jest trudno. Ale jednak mają takie chwile, że czują się doskonale.
Mój obecny cel? Przetrwać w tym niebezpiecznym Wielkim Świecie i nie umrzeć z głodu.

Coś dużo wątków jak na jeden post, trochę to niepoukładane... Ale czymże jest życie, jeżeli nie stertą owych wątków nieuporządkowanych; tych na wierzchu, których ciągle dotykamy oraz tych na spodzie, zapomnianych, co nie oznacza - nieistniejących.


Pozdrowienia, jesienny Fel C:

środa, 14 września 2011

Kaprys nr 24

Jutro przeprowadzam się.
Słucham w kółko Paganiniego.
Ślęczę na facebookiem i mam nadzieję na jakiś przebłysk zainteresowania.


Mam dwie opcje: zagadać albo czekać na zagadanie. W pierwszej opcji podejmuję ryzyko, które tak bardzo nie odbije się na moim otoczeniu (ale mam głupi nawyk przywiązywania się do każdej pieprzonej małej rzeczy); druga zaś opcja, z punktu widzenia pożądanego, jest po prostu nieopłacalna - obie strony mogą w nieskończoność czekać na ruch drugiej (w wersji dla konia).

Och, kolejne zaproszenie do aplikacji. Przepraszam, nie chcę Ciebie widzieć na oczy, nie mam ochoty niańczyć kilkadziesiąt pikseli we flashu. Za każdym razem, gdy wyskakuje powiadomienie myślę "Może jednak...", a tu nic. Żeby życie było tak proste jak gra fejsbukowa, to bym nie pisał tego bloga. To jest pozytyw, pisanie mnie jednak trochę odpręża.

Wczoraj natchnęło mnie na zerknięcie do nieużywanej jaźni. Nie sądziłem, że potrafię mieć takie głębokie myśli... Zaskakujące jest to, że są one bardzo łatwe w odczytaniu - przynajmniej dla mnie, dla reszty pisane są szyfrem, specjalnie.



Chyba zacznę częściej wyciągać bloga z szafy. Ekscytują mnie te górki w statystykach. Nie wiem jak ludzie mnie odbierają jednak (piszcie, proszę, komentarze :3). Wiem, wiem, każdy ma swoje mniej lub bardziej nudne życie, dlaczego wiec ktokolwiek miałby się zajmować wylewnościami kolejnej anonimowej osoby z internetu. Ja też nie wiem - piszę, żeby uspokoić umysł i założyć sobie, że jestem wysłuchany. A i też chyba czuję się bardziej gotowy na otwartość.

Z czerwonym czołem od paranoicznego uderzania głową w stół, Fel C:

poniedziałek, 12 września 2011

Chyba znowu się zauroczyłem...

Minęło kilka dni, na notatkę czas! (Abstrahując do 'Adventure Time', które ostatnio zdarza mi się oglądać).

Z tego powodu ogłaszam światu: jestem szczęśliwy. Nie jest to kompletne wypełnienie paska szczęśliwości, lecz jedynie zaczątek. Zgromadzenie ludzi w jednym miejscu oraz spanie wszyscy-na-wszystkich jest bardzo motywującym działaniem. Motywującym do życia. Nie ma to jak manifestacja niezgody na denną muzykę, siedząc w przepełnionej i dusznej kuchni w co najmniej 7 osób. Dyskusja. Zza drzwi jakieś disco polo oraz Aden demonstrująca bezdenność i chłonność swojego umysłu na teksty piosenek ("Ej, a umiesz zaśpiewać 'Caramell Dansen' po szwedzku?" "Tak, to leciało tak..." u rulez!).
Sam pobyt tam, zobaczenieWyll, Marberta, Niki, Alis i wiele innych osób był dla mnie jak wewnętrzny wybuch szczęśliwości i emisji co najmniej 10 mola różnych hormonów szczęśliwości. No i oczywiście Żywy, z którym to pierwej manifestowaliśmy całkowitą obojętność, a później wszystko wróciło do normy :) No i LASEHRY i PETAHRY (albo PEDAHRY), skandowanie "Elfy pedały!" oraz wieczne klejenie się do mnie Niki, i stwierdzenie "Bo wszyscy ciebie lubią". Nie ma co, jestem szczęśliwy.

"Nika, nie śpij tak blisko mnie, nie psuj mi reputacji" w kontekście spania na materacach, a dokładnie vis-a-vis ludzia dość wyjątkowego. Stąd temat mojego posta? I tak i nie - tyczy się to również zauroczenia do życia i nabrania dobrej energii do startu w samodzielne życie.

Wracając do korzeni bloga, jeszcze na 4ucośtamcośtam, mogę głośno gdybać o osobie W. (pseudonim, nie łączyć z rzeczywistymi osobami będącymi na tej imprezie), czy siedzenie w kuchni, ukradkowe spojrzenia, siadanie dość blisko mnie (no faktycznie to siedziałem zwykle najgłębiej i trudno było się dostać/wydostać tam/stamtąd) oraz dość żywe reakcje na moje słowa mogą być okazaniem pewnego zainteresowania, czy to po prostu moja zwyczajna paranoja. No ale głupi ja nawet się nie pożegnałem, a nie mówię nic o przedstawieniu się, które zwyczajnie się nie odbyło. No nic. Facebook już działa. Głupi ja, że wierzę fejsbukowi, a nie potrafię sam nic zdziałać w realu.


A tym czasem moje domysły i cierpienia będę topił w czekaniu na nowego Minecrafta(!).


Więc, do zobaczenia, dziobaczki.
Zauroczony Fel C:


Tak jeszcze ad endum, zastanawiam się, czy może by wypuścić moje wypociny w wersji raw, by pokazać, ile to ja błędów po drodze robię i ile myśli może mi uciekać, jak muszę poprawiać każdy ogonek, zjedzoną literkę i spację, etc. :)

czwartek, 1 września 2011

Pierwszego...

To już dziś! Dziś nie poszedłem do szkoły!
12 lat edukacji i koniec; jakże dziwnie się z tym rozstawać...
Oczywiście byłem na rozpoczęciu roku w mojej szkole - masa znajomych twarzy, uściski i uśmiechy oraz rozgramiający patos wystąpienia pierwszowrześniowego. Moglibyśmy spodziewać się przemowy na temat funkcjonowania szkoły, czy projektów jakie będzie placówka realizowała w ciągu roku. Ale na akademii usłyszeliśmy znów o wojnie, znów o poległych, kolejny raz o straszliwym losie Polaków na ziemiach spornych (tj. ziemia bytowsko-lęborska, gdzieś w książkach znajdziecie). Nie zaprzeczam - spotkał naszych przodków straszliwy los oraz nie mam nic przeciwko o utrzymywaniu w pamięci tego, ale myślę, że wystarczyło by krótkie zaprezentowanie faktu. Moim zdaniem, ciągłe oglądanie się na przeszłość uniemożliwia nam rozwój i może doprowadzić do naszego potknięcia (ostatnio przetestowałem, bieganie z odwróconą głową plus pies to nie jest dobra kombinacja...). Myślę, że wszyscy mamy to w pamięci i to powinno nam starczyć.

Chyba trzeba by było napisać coś o Polconie 2011. Więc... byłem na Polconie.
To był mój pierwszy wyjazd na konwent i bardzo mi się spodobało - już nie mogę się doczekać kolejnego ;]

Inna radosna informacja: założyłem Twittera, co więcej, obserwuje mnie już pan Ryszard Kalisz :) (co prawda, jak zauważyłem liczba obserwujących i obserwowanych się pokrywa, więc nie jestem jakoś wyróżniony...). Aczkolwiek cieszy mnie, że część moich ćwierków ćwirów ćwierknięć może przejść przez sito masy użytkowników i zostać zauważone na ścianie p. Kalisza :)
Więc klikać, obserwować - jeszcze nie jestem do końca pewien co robi ta ikonka po prawej, ale klikaj cię ją też, bardzo proszę :)

Koniec uśmiechów na dziś, spać - już.
Zły na autobusy - Feliks C:

niedziela, 21 sierpnia 2011

Karma, karma, karma...

No i jak nie mówić o karmie? Rozplanowałem sobie już dawno, co napisać w notce następnej. I jaki tego efekt? Coraz dłuższa lista, a tu albo brak czasu, albo zła wola apletów zaimplementowanych w stronę edytora blogowego. Może to też efekt mojego wrodzonego lenistwa...

Ale do rzeczy:
- Minęło nas kolejne wydarzenie astronomiczne, szumnie zapowiadane przez fejsbuka: Perseidy 2011! Hurra!
Tylko, że chmury zasłoniły najlepszą część przedstawienia... (przyrzekam, że widziałem jeden meteor!)
Tak samo sprawy miały się z całkowitym zaćmieniem Słońca i Księżyca. Aż chce się wcisnąć ogromny przyciska na niebie 'Nie lubię'
- Poprawiny po weselu na którym nie byłem - ciasta wyglądały tak smakowicie, ale stwierdziłem, że są całe z cukru... Zacząłem jeść jedno - i koniec, do połowy dotrwałem, a czekały jeszcze dwa kolejne ciasta zagarnięte na talerzyk...
- Wczorajsza impreza imieninowa (nie obchodzę imienin, ale do dziadka mogę pojechać); nic nie piłem, ale rano nie mogłem się pozbierać.
... to tyle z zaległych rzeczy bieżących.

Znalazłem sobie mieszkanie w Poznaniu! Jeszcze tylko sprawy logistyczne i jakieś tam formalności - przeżyjemy...

A tu ciekawy artykuł o zmianach przeszłych i obecnych języka polskiego.
Dla tych, co chcą się dowiedzieć co nieco o sposobach zapisu, sporach literatów i językoznawców oczywiście na polu języka polskiego. Zapraszam tutaj!


Pozdrowienia - Feliks C:

czwartek, 11 sierpnia 2011

Sny o krwi, igłach i innych morderstwach.

Pobrano mi krew. Pierwszy raz. Nawet nie bolało (no jednak troszeczkę). (wbrew pozorom jestem rozemocjonowany, ale chcę zachować 'sztywny' charakter bloga :))

Czas na czekoladę z orzechami (Fe, Mg, wit. B6 i B12) no i pokładam nadzieję w mojej erytropoetynie, aby uzupełnić te 8,5 ml krwi.

A jak to szło? Było przerażająco. Mam awersję do wkłuwania się w żyły (m.in. dlatego nie chciałbym być lekarzem, chociaż z drugiej strony chciałbym nim być). Pokój zabiegowy był obszerny, trochę większy od mojego pokoju, ale równie wysoki. Jak już usiadłem na miejscu i przekazałem informacje na temat jakie mają być moje badania, panie pielęgniarki schowały się w kącie z komputerem i wyszukiwały ceny za pobranie. Strzępki rozmów jakie do mnie doleciały ('A może to jest to?''Nie, zobacz, to jest za drogie') trochę mnie rozluźniły. Stanowczo zestresowały mnie dwie ampułki na krew - jedna to jo, ale dwie? Odwróciłem głowę i się zaczęło. Właściwie dużo nie bolało - a przynajmniej nie tak jak w moich fobicznych snach.
I koniec.
A potem 10 minut trzymania wacika i skok przez ulicę do domu, bo jednak trochę więcej kosztowało to badanie, niż miałem w portfelu.

(Portfel wziąłem, by wyglądać poważniej, niż tylko z wygniecionym banknotem wyjętym z dżinsów; a propos, mam przyczepiony do portfela cudowny breloczek 'Polish car of love' z Warszawy ;])

Właściwie to wsio. Tak sobie myślę, że nie potrafię pisać z humorem, czy groteską; po prostu chciałem to przelać :)


Uśmiechnięty i wiecznie zadowolony/zdesperowany Fel.

niedziela, 7 sierpnia 2011

Luźna kartka z niezapisanego do końca zeszytu

Po prostu czuję się samotny.


Dużo więcej nie napiszę. Znaki na internecie i głównie w nim wskazują, że jakoś stałem się cieniem we wszystkim co otaczam. A tak na prawdę, to pieprzyć metafory. Minie noc, czy cały dzień, wrócę do kondycji. Trzeba nauczyć się żyć ze sobą.

...

Oczekujemy na księżyc; być może natchnie mnie coś większego. Może ktoś się w końcu zdecyduje i powie, która ręka ma być na sercu.
Tiaa.. jestem konserwatystą w jakimś sensie. Jak to dziś ująłem, jestem idealistą, który próbuje się leczyć z ideałów. Wychodzi? Ideały są sarkastyczne.
No ale przyjmuję porażki (jak kto nie wie, czyt. fail) dość spokojnie. Mój telefon zawierał w sobie ponad 25 wpisów offline - chciałem je przelać tu. Niestety, wypadek losowy i przymusowa zmiana softu skutecznie to uniemożliwiły. Życie...

A tymczasem, Mokosz niech będzie blisko nas, przyniesie miłość między ducha.

Feliks