niedziela, 6 listopada 2011
Czarodziej
Ale to co usłyszałem, jakoś wytrąciło mój dobry nastrój. A później dobra mina do złej gry.
Cholera...
Nie mam sił, nawet nie chcę ich mieć. Po prostu poczekam do trzydziestki i zostanę czarodziejem.
Fel Si.
czwartek, 3 listopada 2011
Nowości i doświadczenia
Pozdrowienia dla pani eM. :)
Dziś - powrót do codzienności po dość długim lenistwie. Nie uważam, żeby to był jeden z najszczęśliwszych powrotów do codzienności, ale przeżyję. Za to wczorajszy dzień obfitował w rożne zdarzenia. Ktoś by powiedział "prawie cały dzień siedziałeś w autobusie i uważasz dzień za udany?".
Tak.
* Bo wracałem tu.
** Bo znalazłem zastosowanie w oglądaniu współpasażerów w odbiciu matrycy laptopa.
*** Bo wracałem tutaj z myślą, że zobaczę ciebie.
No ale jeszcze nie dzisiaj. Jutro też dzień.
Właściwie po co to piszę? Zamiast podjąć jakieś działanie, zawracam sobie głowę (swoją własną!) postami na blogu.
Ale to mnie odpręża...
Nie ma co, monolog z samym sobą. Chyba nie odstaję od tłumu, ludzie dziś wolą milczeć i ukrywać się pod powierzchownością. Nie odcinam się od tego całkowicie, ale co próbuję zmieniać. "Tommorow it may change" jak moje słuchawki szepczą do mnie głosem Avril. Naiwnie to może brzmieć ale pisała dojrzałe teksty, które zaczynam powoli rozumieć.
***
Tap, tap, w obudowę mojego laptopa. Tęsknię za gitarą. Mam wenę, albo przynajmniej ochotę na nią. Duża ilość pakunków i tekturowe ściany nie pozwalają jednak na posiadanie gitary. Jeszcze jakiś losowy człowiek zajmie miejsce na łóżku obok - to będzie dziwne. Cały rok w pokoju z osobą, którą ledwo znam. Ja, który nieprzyzwyczajony do wkraczania w moją sferę komfortu, zwaną pokojem. No ale chyba na tym polegają studia - doświadczać nowego i nieznanego.
A, właśnie! Obciąłem włosy. Baardzo trudno mnie wyciągnąć do fryzjera. I tym razem nie robiłem to dla standardowych pomrukiwaczy "Obetnij te włosy". Chciałem zmiany. Może z przyszła korzyścią.
Will you be eager to notice that fact, that I seamingly did it for you?
I know that you won't either understand me. My loss.
Od-nowa-zakochany-w-Glee
Fel C:
środa, 26 października 2011
Arystoteles - wiedza dla samej wiedzy
Oj, chyba za dużo mi się dzisiaj powiedziało.... To nie miało to znaczyć. No ale jednak to powiedziałem. Z pewną premedytacją? Mogę się przyznać przed sobą (i oczywiście przed blogiem), że stanowczo tak. Uznałem, że warto pograć słowami i sprawdzić efekt. Cóż, żałuję jednak.
Ale moja evil side podpowiada mi, że dobrze jest. Egocentryzm rusza do boju! Po co w ogóle dziś przychodziłem? Wiedziałem, jak się skończy wykład i co z niego wyniosę. But you were there i to mi starczyło... O. To się nazywa pobudzeniem do życia?
- Przepraszam, to ty jesteś Pobudzeniem do Życia?Faktycznie.
- Tak, to ja.
Położyłem się - to zły znak; znak, że mogę zrobić mniej, niż chciałem. Trzeba nanieść kilka mądrych książek, mniej ogarniętych zeszytów i wszystko zalać jeszcze kawą. Czuję się wyjątkowo dobrze dzisiaj. To może znaczyć, że jutro będzie albo beznadziejnie, albo jeszcze bardziej pro.
Indukujesz we mnie nieopisaną chęć do życia~~
[tylda podkreśla melodyjność zdania, nawiasem mówiąc]
Fel C:
poniedziałek, 24 października 2011
Liczy się wytrzymałość (raczej psychiczna, w fizycznej nigdy nie byłem dobry...)
Zrobiłem sobie zapasy wczoraj, żeby oszczędzać pieniądze i jakoś dojechać do domu. I mam teraz ja mam cierpieć głód? Nie dam tego tak łatwo. I jeszcze dziś zaczyna się moja kolej sprzątania? No kundźwa, nawet jeszcze po imprezie dokładnie nie posprzątali i syf jest w kuchni. Ja tego nie będę sprzątał i zgłoszę to właścicielowi. Ja mam się starać, gdy współlokatorzy nie kiwnęli palcem, i jeszcze mają czelność narzekać?
Dziś czuję się obdarty z życia, ale teraz mnie nerwica strzela. Cały weekend martwienia się, zero kontaktu. No chociaż jeden esemes w odpowiedzi by wystarczył. Nie chcę być nachalny, ale jeśli ktoś jest dla mnie ważny, to mogę wysłać esa, jak się czuje? A nie, Felo stoi na przystanku i moczy oczy. Przejmuje się za bardzo? Nie odwykłem po prostu od życia w którym każdy jest dla siebie przyjacielem. Na razie nie mogę nazwać nowych ludzi przyjaciółmi - ale nie są już to znajomi de facto. Coś pomiędzy, na co jeszcze nie ma słowa po polsku. Chcę, by to byli moi przyjaciele. Ale jednak to musi się trochę rozwinąć. Trochę więcej czasu. A może już teraz?
Denerwują mnie moje własne włosy, mój głos i śmiech. Chyba chcę być kimś, kim nie jestem, a to tylko po to, by nie zrazić ludzi? Sam nie wiem.
Żołądek wzywa, cały dzień nie jadłem, miałem ochotę na szybkie danie ze słoika, ale nope.
Fel
środa, 19 października 2011
Punkt na sinusoidzie.
Może postąpiłem nie tak? Głowię się już od dwóch dni...
Przez ostatni tydzień byłem socjopatą, chyba dzisiejsze judo jakoś to ze mnie wyrzuciło. I to dosłownie. Jeszcze mnie plecy bolą... Dobrze mi to zrobi, ale na razie wszystko mnie boli.
Ktoś chce iść na jogging wieczorem?Niekoniecznie już dzisiaj - dzisiaj przecież klapki na oczy i uczymy się do laba.
***
Fejsbuk chyba ostatnio zrozumiał moje potrzeby i wyświetla mi kompletną listę najpotrzebniejszych ludzi. Mało to w życiu przydatne, ale jak satysfakcjonuje. Zauważyłem też, że dużo osób polubiło moją tablicę i rozpisuje się na niej (zostawiam wieczorem zmianę statusu i 3-4 komentarze, a rano się budzę i widzę cały dialog na 30 chmurek...).
Z rzeczy którymi mogę się pochwalić, to zrobiłem porządek w swoich zdjęciach. A ile radości było przy wynajdywaniu fotek sprzed 4-5ciu lat! Będę musiał aparat przywieźć - będzie co wspominać z okresu studiów, a ja nie chcę na samym końcu zapomnieć, co było na samym początku.
A co dzisiaj?
Najpierw oczekiwanie w napięciu. I nawet nie chciałem się skupić na pracy. Wynik? Na darmo wypatrywałem.
Co dziwne, wuef przywrócił moją wiarę w siebie. Był śmiech, poznałem Informatyka i ćwiczyliśmy 'Tango', jak ktoś ujął nasze judo... A potem niespodziewane spotkanie no i wreszcie jedzenie :) (wbrew pozorom, nie jestem ciągle głodny!).
Doroto-Aniu, nie zapomnij o obiecanych kanapkach dla mnie ;)
Aha. Coś zauważyłem ostatnio. Nie wiem, czy to znowu moja wyobraźnia, czy coś poważnego, ale widziałem pewne przerażenie w oczach kogoś. Czy to jest dobry znak? Już raz przechodziłem przez takie coś i nikt nie osiągnął celu. Nie chcę, by schemat się powtórzył.
No i zacząłem prowadzić Dnévnik. Krašno.
Do zobaczenia.
Fel C:
niedziela, 9 października 2011
Felice from Wonderland
Chcę wyglądać najlepiej, chcę zachowywać się najlepiej, chcę być postrzegany najlepiej.
Mówię sobie, że wyzbyłem się chęci podążania do ideału - lecz to pozostało gdzieś głęboko mnie i ujawnia się, jak dziura w nadgryzionym jabłku, zjedzona przez robaka-ideał.
Zasmakowałem już tego raz, dwa.
Nie poczułem chyba skoncentrowanego smaku.
Szukam kolejnego razu. A jeżeli znowu tego nie poczuję?
W innych warunkach, w innej rzeczywistości.
Jestem sobą, a próbuję się zmienić. Boję się wszystkiego. Od zmiany, do posądzenia przez nieznane.
Rzucam się na głęboką wodę i nie wiem, czego się spodziewać. Jeśli znów nie dosięgnę wymarzonego dna, nie będę wiedział, co ze sobą zrobić...
Tak! Bo w moim świecie to dno jest celem i wcale nie oznacza najgorszej formy czegokolwiek.
Mój świat marzeń jest lustrem do świata innych. Jednocześnie jest taflą szkła, która pokazuje mi część innego wymiaru oraz przedstawia mi inny punkt widzenia.
Mogę go przyjąć, odrzucić - czyli ocenić. Oceniam, ale przez to mój obraz nie staje się wyraźniejszy.
Szukam siebie w głębinach. Być sobą, być tak blisko siebie ale nie widzieć siebie.
Fel C
A to wszystko dla innego
sobota, 8 października 2011
Pralnia tygodniowa
***
Więc jestem! Chciałem już napisać w zeszłym tygodniu, ale coś mnie od tego odciągnęło i już po łik ędzie nie mogłem pisać. Korzystanie z bibliotecznych komputerów nie nadaje się do udostępniania jakichkolwiek danych.
Przynajmniej teraz się więcej zdarzyło. Więcej tych miłych rzeczy.
W skrócie: poprzedni tydzień był paskudny pod kilkoma względami, Mianowicie: stres, bolące oczy, brak Internetu, depresja. Zawsze się uśmiecham, a w środku tylko ja wiem, co się dzieje.
I kropka. Kolejny tydzień był okej.
Pierwsze konkretne laborki z chemii. Cudo. Wyciąganie kapilar w wykonaniu pani profesor wydało mi się spektakularne. Moja kapilara byłą trochę krótsza, ale też kapilara. W ogóle łatwo wpadam w zachwyt. Ale to było godne zachwytu.
No i chyba wchodzące w stały element programu, czwartkowe karaoke! Tak jak zwykle, było świetnie ;)
Piszę tą notatkę i mam wrażenie, że pieprzę same głupoty.
Wracając do karaoke w ostatni czwartek było udane, gdyż:
- spotkałem się ze swoimi chemikami (jakbym ich na co dzień nie widział, no większości);
- zaśpiewałem Nas nie dogoniat (na 'scenę' wyszedłem sam, ale śpiewałem już kilkoma osobami), a efektem jest nagranie video na fejsie (którego jeszcze nie odważyłem się obejrzeć...);
- znalazłem kolejną pokrewną duszę, tym razem w sferze szeroko pojętej muzyki i kulinarii (pozdrawiamy panią A.! ^^);
- stałem w korytarzu przed kiblem i współdzieliłem swoją muzykę.
Było niekoniecznie miło ze względu na osobę pana Gy., ale chyba jestem uprzedzony (co nie zmienia faktu, ze w pewnej chwili zabrał mi mikrofon, ale go oddał w ostateczności).
Dużo gorszym doświadczeniem była ręka pijanego gościa na moich plecach i niedwuznaczne propozycje wygłaszane w języku niepolskim.
Karaoke się skończyło, dotarłem do domu. Obudziłem się wcześnie rano w bolącą głową i pustym brzuchem. Ale co poradzić, trzeba było jechać na fizykę :)
Wykład przyjąłem dość ciepło, czego już nie mogę powiedzieć o laboratorium z fizyki. Mózg mi się wyłączył już po pół godziny. Czy był ktokolwiek, komu spodobał się lab? Anybody? No? (Dust, można by było rzec).
Już starczy faktów, o sferze marzeń nie wspominam, bo ostatnio urosła do kolosalnych rozmiarów.
Do zobaczenia kiedyś, dziobaczki.
Posiadacz nowego sprzętu do pisania postów na blogerze, Feliks C:
PS Czytam całość i muszę przyznać, że nie lubię streszczać całego tygodnia.